Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 735 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Problem

piątek, 23 lipca 2010 0:34
Nie było mnie tu... długo mnie tu nie było.
Od czego mam zacząć? Na początek się usprawiedliwię. Moja córka jest chora na serce. Podróżowałam, więc po szpitalach. Zrobiono jej jedną operację, jeszcze czekają ją kolejne. Kiedy będzie następna operacja zależy od wyników. Leczona jest w Warszawie w Centrum Zdrowia Dziecka.
Póki co nie narzekam na kompetencje lekarzy, bo doprawdy mają wielką wiedzę, potrafią rozmawiać i co najważniejsze leczyć. Teraz wszelaki czas spędzam w szpitalu, dlatego nie piszę i nie daję znaku życia.
Jak to się zaczęło? Angela przy karmieniu butelką dusiła się, robiły jej się sine usta, nie potrafiła ssać mleka. Z oddychaniem też miała trudności. Wybrałam się do lekarza w NY i ten całe szczęście natychmiastowo dał mi na badania kardiologiczne. Kiedy zdiagnozowano chorobę miałam wybór. Zostać w NY i leczyć dziecko lub wrócić do Polski. Po niedługim namyśle stwierdziłam, że lepiej będzie wrócić jednak do Polski, jeżeli nie będzie to zagrażało życiu dziecka. Lekarze z NY zrobili bardzo dużo, aby bezpiecznie wrócić do ojczyzny, za co im serdecznie dziękuję.
Angeli zdiagnozowane skrajna tetralogię fallota. Pierwsza operacja poszła dobrze, mam nadzieję, że dalsze leczenie będzie równie udane.
W zajmowaniu się dzieckiem i życiem pomagają mi bardzo dużo rodzice i niektórzy znajomi.

Pewnie coniektórzy myślą, że jest mi bardzo źle i powinnam się załamać. Otóż nie załamuję się, nie mam czasu i nie potrafię się teraz załamać. Użalanie się nad sobą nie jest zbyt ekonomiczne, nie pomogłoby to Angeli ani mi.

Niektórzy się pytali o moją koleżankę, która miała wypadek. Dziewczyna żyje, odzyskała przytomność i teraz dochodzi do siebie, tyle że ma problemy z mową, znaczy się nie może mówić.

Póki co mówię Wam Pa

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Piaskownica

poniedziałek, 03 maja 2010 19:28

Denerwują mnie tezy o tym, iż teraz świat jest kompletnie bezbarwny. bezuczuciowy i nie ma  w nim nic dobrego. Najgorsze jest to, że takie twierdzenia zazwyczaj wypływają z ust osób, które zasadzają kwiaty i udzielają się charytatywnie. To właśnie miliony takich osób plecie głupoty o tym, że świat jest okropny. A czyż to właśnie nie oni powinni mówić, o tym, że świat jest piękny? To własnie tacy ludzie mieli być wulkanem energii dla tych, którzy mają szare, problemowe życie. Ale nie. Oni za każdym razem muszą nam przypominać o swojej obecności słowami "Jaki ten świat jest szary, zadufany w sobie, szybki, panuje znieczulica...." I mówią to miliony. Że mówią to miliony nei ejst to dowód na to, że świat naprawdę jest takim, tylko na to, że za udzielanie pomocy łapią się ludzie, którzy sami by takiej potrzebowali. Człowieku chcij zauważyć, że na świecie rosną cholerne kwiaty, którymi wciąż się ktoś zajmuje, więc nie pieprz mi, że ulice są szare, brzydkie i obleśne tak samo jak ludzie, którzy się przechadzają po nich. Każdy mówi o bezsensowności życia, ale każdy jednak widzi sens, bo do cholery ludzkość nadal istnieje.
Coś co stworzyło świat było genialne. Nie jesteście w stanie nawet pojąć takiego geniuszu, ale go krytykujemy. Krytykujemy wszystko. Kiedy szef wyrzuca nas z pracy to odraz krytykujemy wszystko, nawet czarnego kota, drzewa, chmury. Gdy przychodzimy do domu i rozmwiamy:
- Co słychać?
- Wylali mnie z roboty.
- Co?!
- Wylali mnie
- o Mój Boże! Oł! To wszystko przez pogodę, taka ta pogoda teraz, że wszystkim się chce wylewać z roboty.
To już trwa od wieków. Wszystkie winy przypisuje się pogodzie. Wiecie dlaczego? Bo pogoda nie może się obronić. Bo nie umie mówić. Nie może przecież wygrzmieć:
"Odpierdol się ode mnie! Co z tego, że deszcz pada? Spójrz lepiej na siebie dupku! To Twoja wina, że kradłeś z pracy, a nie moja!"
Zawsze mnie śmieszy sytuacja, gdy wszystko się zwala na pogodę.
I jeszcze na domiar złego w TV słyszymy, że jakiś kretyn z napisem wolontariusz mówi o znieczulicy. Co jak co, ale jedyną osobą, która może odczuwać taką znieczulicę to jest pogoda, bo powiedzmy sobie szczerze, pogoda jest piętym kołem u wozu na naszym świecie. Jaka by nie była, zawsze jest zła.
Powiedzmy sobie szczerze, to nie świat jest szary, tylko... My! To my jesteśmy zbudowani z tej gorszej jakości gliny. Świat jest nadal piękny, kolorowy, a my jesteśmy szaro ustosunkowani. Pytanie - Dlaczego? Bo tak nam jest łatwiej. Nie cieszą nas takie drobiazgi jak kwiaty, chmury, drzewa, ale ciągle narzekamy na ich brak!
Ale gorszą rzeczą od braku zieleni jest brak... kasy! Kiedy jest brak kasy to ludzie już nie tylko oskarżają o to pogodę, ale i siebie nawzajem:
- Masz kasę?
- Nie mam.
- Jakto nie masz? Przecież miałeś przynieść, nieudaczniku.
- To ty się weź do roboty nierobie jeden!
Mogą tak naprawdę długo. Stresująca sytuacja? Oczywiście, że tak. Tylko szkoda, że nikt nie płaci za kłótnie.
Większość mieszkańców miasta narzeka na wielkie budowle, blokowiska, kina, sklepy... Nawet w szybkim tempie powstają o tym piosenki. Jednak kiedy miastowy pojedzie na wieś, nie ma co robić! I wtedy narzeka na brak możliwości. Ludziom jest wszystkiego brak. Ciągle skarżą się na jakieś braki. Wiecie jak nazywam takie braki? Wielką, czarną dziurą. Bo to w niej właśnie jest miejsce na wymyślanie coraz to nowszych cudów, rozwijanie siebie i udoskonalanie świata. Przez jeszcze wiele tysięcy lat, świat będzie się zabudowywał w kolejne wymysły człowieka. Bo cofnąć się już nie da! To brzmi jak zabawa w piaskownicy. Budujemy w niej babki, dopóki miejsca nam nie zabraknie! Świat jest właśnie takim wielkim obszarem, olbrzymiej piaskownicy, w której od lat bawią się dzieci. Tylko pojąć nie mogę, czego oczekują Ci, którzy mają nieść pomoc? Uwstecznienia?! Czy spanie w jaskini by Was usatysfakcjonowało?! Proszę bardzo, możecie iść spać do jaskini!
Dziękuję Wam za przeczytanie owych wypocin. Mam nadzieję, że pisałam dla osób, które nie narzekają na brak kolorów na świecie. ;-)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Internetowe spotkania

czwartek, 08 kwietnia 2010 18:01
Uhm, wqrzam się, bo chciałam dodać kolejnych przyjaciół do linków i nie idzie. Rzeczy martwe są okropne.

Dziś pragnę poruszyć temat spotkań internetowych.
Internet jest urządzeniem dzięki któremu możemy:
- czerpać wiadomości;
- opłacać rachunki bez wychodzenia z domu;
- robić zakupy;
- wyrażać siebie;
a także to właśnie on daje nam możliwość poznania nowych osób.
Zgodzicie się na pewno, że cyberprzestrzeń jest wielkim postępem techniki, wręcz rewolucyjnym. Daje NAM pole do popisu, bo należy zacząć od tego, że to MY tworzymy internet i wszystko, co się znajduje w sieci jest NASZE.
Jeżeli ktoś wymyślił, że fajnie byłoby zrobić sobie sklepik w internecie to najwidoczniej tego potrzebowała ludzkość, a więc stworzone czaty, grupy dyskusyjne, itd. były jedynie próbą polepszenia życia. No i polepszyliśmy, bo dzięki temu mamy tak wielu znajomych, możemy rozmawiać o wszystkim. Wow, ludzkość powinna skakać z radości... mimo to, tak nie jest. Nowatorski wynalazek jakim jest sieć jednak szybko znudziła się niektórym osobnikom. Już wcześniej wspominałam, że to MY jesteśmy siecią, a więc musimy pogodzić się, że jak w realnym świecie, to i w cyberświecie znajdujemy ludzi z różnym poziomem inteligencji, rozwoju umysłowego i różnymi przypadłościami chorobowymi. Mówiąc prosto: są ludzie, którzy pragną chociażby przez internet niemiło uprzyjemnić innym życie.
Coprawda, na temat internetu mogłabym się rozpisywać jeszcze bardzo długo, lecz po tym wstępie, chcę przejść do spotkań internetowych.
Czy spotykacie się z osobami poznanymi przez czat, Gadu-Gadu lub inne cholerstwa?
Ja pokusiłam się o kilka spotkań. Przyznaję bez bicia, że większość tch znajomych to byli mężczyźni.
Co mną kierowało?
- Fakt, że mężczyzna poznany na czacie był interesujący;
- Pragnienie przeżycia czegoś nowego;
- Poznania kogoś...
W sumie z tych spotkań żałuję tylko jednego spotkania.
Czasem, aby się spotkać musiałam pokonać kilka kilometrów z jednej miejscowości do drugiej. Szalone? Wiem.
Oczywiście, miałam wiele obaw. Przerażała mnie myśl, że osoba może się okazać kompletnym durniem, że może coś mi się stać (typu wypadek, itd.) albo ten ktoś moze się okazać poprostu pedofilem lub zgubię się w mieście.
Te wszystkie obawy brzmią jak: STOP! NIE RÓB TEGO!
Ale to wszystko mówi strach. Strach to normalny odruch przy poznawaniu czegoś nowego. Towarzyszy nam kiedy idziemy do nowej pracy, gdy staramy się o pracę, jesteśmy na randce z osobą którą kochamy albo poprostu jak mamy zrobić coś, co jest nieoczekiwane i jest gwałtowną zmianą dla naszego umysłu (gwałtowną czyli niewygodną). Pamiętajmy, że to własnie strach odbiera nam żywotność i często gdy go słuchamy w konsekwencji omija nas coś cudownego.
Lecz proszę, nie mylcie strachu ze zdrowym rozsądkiem!
To się znacznie różni.
Człowiek, który posłucha strachu to właśnie przez te obawy nie spotka się z nowym znajomym.
Człowiek, który będzie słuchał zdrowego rozsądku spotka się, lecz wybierze miejsce publiczne, dobrze zaplanuje domniemaną podróż...

W sieci można poznać wspaniałe osoby, które nas rozumieją, mają także problemy i są wspaniałymi przyjaciółmi, natomiast w świecie realnym moga sie okazać zupełnie kimś innym. Wiem, że to nie jest zachęcające, lecz póki się nie spróbuje to się człowiek nie dowie. Bo co będzie, jeśli ta osoba jest naprawdę fantastycznym człowiekiem, a my go ominiemy, tylko dlatego, że nasz starch tego chce? A poza tym strach jest często irracjonalny, ponieważ idąc codzinnie ulicą także może nas przejechać nas samochód, ale do tej myśli się przyzwyczailiśmy, więc nie odczuwamy starchu tylko szukamy pasów.
Nie namiawiam do spotkań z każdą nowo poznaną osobą na czacie, lecz zdaję sobie sprawę z tego, że po jakimś czasie rozmów może się okazać, że "trafił swój na swego", a wtedy to należy włączyć zdrowy rozsądek i dobrze zaplanować spotkanie ;)

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Wielkanoc

sobota, 03 kwietnia 2010 21:16
Przyjechałam na święta do domu. Zapach wypieków mnie tu przygnał. I głos mamy też.
Dobrze, że dopiero wczoraj przyleciałam, to połowaroboty mnie ominęła. Mama biega po domu z Angelą, a ja mam spokój. Jak to miło zobaczyć znowu Wrocław.
Nie mam najlepszego humoru, więc trudno u mnie o supernotkę.
Przyjaciółka miała wypadek. Przechodziła przez jezdnię i uderzył w nią rozpędzony samochód. Jest w szpitalu od kilku dni. Stan krytyczny. Jak lekarze twierdzili, funkcje życiowe są jedynie podtrzymywane przez maszyny, a ona już wcześniej złożyła deklarację, ze w razie czego to chce, aby jej narządy były pobrane do przeszczepów, a więc lekarze chcieli ją odłączyć. Rodzice się nie zgodzili na to. Wymagali kolejnych badań, jednak personel nie był w ogóle kompetentny do diagnozowania takich przypadków i łatwiej byłoby odłączyć. Lekarz z innego szpitala po kilkukrotnym badaniu, wydał werdykt, że pień mózgu żyje, więc człowieka zabić nie można. Podają jej leki, nadal leży pod aparaturą.
Biedna dziewczyna. Ona na pewno bardzo chce żyć, tylko nikomu nie może o tym powiedzieć. Ona także pisze bloga: truskawkaidzungla.bloog.pl
Po świętach mają wykonać kolejne badania.

U mnie w sumie nic nowego się nie dzieje. Ciągle to samo.
Owszem, mogę rzec, iż w NY żyje się ciekawiej, lecz uczucia są te same. Taka sama nienawiść, ból, cierpienie, a także przyjaźń, miłość, jedynie samotność jest bardziej dobitna.

Życzę Wam radosnych. zielonych i ciepłych świąt Wielkanocnych. W gronie rodziny i przyjaciół. ;)



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Asymilacja

sobota, 20 marca 2010 22:43

Witam
Wstyd i hańba, że nie pisałam, ale czasu nie było. Tyle pracy...

U mojej Angeli wszystko super. Zdrowa i uśmiechnięta jest. Rośnie jak na drożdżach. Ale mam mały problem. Bo w jakim języku do niej amm mówić? Po polsku, w którym mówiłam od zawsze, czy po angielsku? Jak mówię po angielsku to odnoszę wrażenie, że jest ona dziwnie niespokojna, a poza tym jej pojedyncze słowa są jednak wypowiadane po polsku. Nie chcę jednak, żeby miała zaległości. Będę raczej mówiła po angielsku, zwłaszcza że nie zamierzam wracać.

kiedyś

Teraz
Owszem nie zamierzam wracać. Jest mi tu tak dobrze. Tutaj nawet w środku nocy można
czytać gazetę w parku. Żyję tu szybko, ale odpoczywam lepiej niżeli na urlopie w Polsce. Spotykam się nadal z nim. Jest fajnie, tylko żeby on naprawdę był obcy dla żony. Tak nie jest. Wiem, że sama siebie skazuję na niepowodzenie, ale to nie jest ode mnie zależne. Uzależniłam się od niego i tyle.

Nie wiem, czy przylecieć do Polski na święta. Nie wiem, czy mi się chce, czy znajdę tam zrozumienie, czy będzie wszystko ok. Nie chcę z mamą rozmawiać na temat "dlaczego wyjechałam", bo to już postanowione. Nie wrócę do Polski. Tu mam wspaniałą pracę, wspaniałych sąsiadów i nieobliczalne życie.

Na początku przebywania w tak wielkim mieście, nie było bajkowo. Stopniowo poznawałam ulice NY. Postanowiłam wydać trochę kasy i pojechać do centrum handlowego. Potężny gmach. Weszłam, pojawiłam się odrazu na 3 piętrze. Chodziłam dobre 5 godzin. Chciałam wrócić. Ale zaraz... gdzie jest wyjście?! Te, prawidłowe, żeby  wyjść w odpowiednie miejsce, z którego mogę wrócić do mieszkania. Pytam się jakiejś kobiety: Gdzie wyjście?! Ta spojrzała się dziwnie i poszła w swoją stronę, no tak, z tego wszystkiego zapomniałam się i mówiłam po polsku. Zapomniałam języka. Podbiegłam do jakiegoś ochroniarza. Wypytuję. A ten pokazuje mi palcem: Tu i tu i tu i tu....... Super... Dzwonię do Thomasa. Oznajmiam, że się zgubiłam.

- Zgubiłam się.

- Gdzie?

- W centrum handlowym.

- Gdzie?

- No w sklepie.

- I mam przyjechać?

- Najlepiej by było.

Przyjechał, po dwóch godzinach, ale przyjechał. Wyprowadził mnie ze sklepu, wsadził do samochodu i w domu...

Amerykanie są jednak głupi. Rano odwiedził mnie sąsiad. Na stole stała butelka z perfumami. Wiem, że wszystkie wiadomości były w języku polskim, ale żeby się tego nachlać? Szybko do lekarza i żyje... Teraz się za każdym razem jak mnie widzi śmieje, że muszę mu pożyczyć owy preparat, bo nie musiał chociaż kilka dni myć zębów i płukać ust, bo mu pachniało kwiatami ;P.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  25 650  

Kalendarzyk

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wasze typy






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

"Daleko stąd jest miejsce gdzie ukryję Prawdę, która musi być odizolowana"

To ja

"Straciłem zdolność malowania chmur
Ponieważ wyssałeś ze mnie całą energię
Utknąłem w tym wolnym, ciemnym dniu
Bo kiedy Ty biegniesz, ja zostaję z tyłu"
[In Flames]

Trcohę liczb

Odwiedziny: 25650
Wpisy
  • liczba: 75
  • komentarze: 337
Galerie
  • liczba zdjęć: 36
  • komentarze: 5
Punkty konkursowe: 366
Bloog istnieje od: 3432 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl